Argentyńscy lekarze czyli jak się w Argentynie leczy dyskopatię

Któregoś dnia zaczęła boleć mnie ręka. Z dnia na dzień bolała co raz bardziej. W końcu po kilku dniach wieczorem bolała mnie tak bardzo że poszłam na ostry dyżur. Na recepcji powiedziałam co mnie boli, i od jak dawna, zapłaciłam (chodzę tu do lekarzy tylko prywatnie), poczekałam ze 2h… i przyjął mnie lekarz, który powiedział, że skoro ręka mnie boli mnie już od kilku dni to nie jest to sprawa na ostry dyżur i muszę iść na normalną wizytę. I tyle mi pomógł. Ja, ze na recepcji płacąc powiedziałam, że ręka boli mnie od kilku dni. Nie pomogło. Pieniędzy klinika też nie chciała mi zwrócić…

No więc poszłam na normalną wizytę. Powiedziałam, że boli mnie ramię. Lekarz nawet nie dotknął bolącego miejsca, przepisał leki przeciwbólowe i skierowanie na rezonans ręki i kazał wrócić z wynikami. Wróciłam. I jedynie co przepisał mi to leki przeciwbólowe… Ktoś – nie lekarz – powiedział, że ból ręki może być od kręgosłupa szyjnego. Więc poszłam do kolejnego lekarza – znajomego znajomego, by dał mi skierowanie na rezonans szyi. Dał. Także mnie nie dotknął… Rezonans wykazał, że wysunął mi się dysk z odcinka szyjnego kręgosłupa i naciska nerwy odpowiedzialne za połączenia nerwowe w prawej ręce i powoduje ból ręki… Poszłam wiec z wynikami do kolejnego lekarza, i kolejnego, i kolejnego… I tak przez 2 miesiące byłam u… 7 lekarzy, z różnych klinik (teoretycznie specjalistów od kręgosłupa) i żaden nie dotknął żadnego z bolących mnie miejsc (co jest tym bardziej ciekawe że Argentyna to kraj, gdzie wszyscy bardzo się dotykają, a większość tych lekarzy całowało mnie w policzek na do widzenia). Wszyscy za to przepisywali mnie kolejne środki przeciwbólowe. Po kilku tygodniach zatrułam się lekami… Poszłam więc na ostry dyżur do jednej kliniki, mówiąc, ze bardzo mnie boli ręka, ale nie mogę już brać leków , bo już walczę z zatruciem nimi. I co? Dostałam receptę na kolejne środki przeciwbólowe. W międzyczasie pytałam różnych lekarzy w Polsce, w internecie… i dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak blokada – czyli zastrzyk przeciwbólowy do kręgosłupa, który zmniejsza, albo i blokuje ból i niszczy stan zapalny, a nie truje wątroby. Prosiłam więc kilku kolejnych lekarzy o skierowanie na taką blokadę. W końcu siódmy lekarz mi dał. Dostałam blokadę. Żaden lekarz nie skierował mnie jednak na żadna rehabilitację. Nie rozumieli moich pytań, czy leki przeciwbólowe sprawią, czy wysunięty dysk mi wróci na miejsce itp… Po 2 miesięcy leków i blokad zdecydowałam się skonsultować ze specjalistami w Polsce.

Zadzwoniłam do jednej kliniki chorób kręgosłupa, pytając, czy mogę umówić się na videokonsultację. Otrzymałam odpowiedź, że to niemożliwe. Lekarz musi zobaczyć i zbadać pacjenta, czego przez internet nie zrobi. Ja, ze mogę wysłać wyniki rezonansu. Usłyszałam, że badania komputerowe, zdjęcia itp są czymś dodatkowym, nie zastąpią badania manualnego lekarza.

 I tak po 2 miesiącach chodzenia po argentyńskich lekarzach lecę do Polski, gdzie już się umówiłam na wizytę i rehabilitację. Dodatkowo usłyszałam, że przepuklina z tygodnia na tydzień się pogłębia i zaraz jedynym rozwiązaniem będzie operacja. Argentyńscy lekarze tego nie wiedzą?

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Comments
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x