
Krótki tekst o wyjeździe do Peru
Krótki tekst o Peru. Na razie krótki. Jak znajdę więcej czasu to go rozwinę i dodam zdjęcia/więcej zdjęć. Ale na razie taki.
Sama, czemu nie?
Miałam jechać z koleżanką do Peru. Na miesiąc. Jednak jak przyszło do tworzenia orientacyjnego budżetu okazało się, że koleżanki jednak nie stać… Pierwsza reakcja, no trudno nie jadę. Druga, jadę, sama, zobaczę jak będzie. Może jak będę tak długo sama to pomyślę sobie nad życiem, przemyślę różne sprawy, itp… jak bohaterka: Jedz, módl się, kochaj w Indiach…
No i nie było czasu na przemyślenia, bo też rzadko byłam sama.
Mój miesięczny pobyt w Peru składał się z dwóch części. Ok. 10 dni spędziłam w Cuzco – gdzie w ramach wolontariatu uczyłam angielskiego w jednej peruwiańskiej szkole.
Pozostały czas jeździłam po Peru.
Super schroniska, autokary i wielu podróżujących w pojedynkę
Nocowałam w schroniskach (w Peru jest wiele super schronisk, w których naprawdę ma się wiele prywatności), a czasem w dalekobieżnych autokarach (też wiele super autokarów sypialnych, z rozkładanymi siedzeniami do poziomej leżanki, ciepłe posiłki jak w samolocie). Wszędzie poznawałam mnóstwo młodych ludzi, którzy jeździli po Peru albo i całej Ameryce Południowej. Spotkałam 4 inne dziewczyny podróżujące w pojedynkę, niektóre znacznie dłużej niż ja. Wielu młodych ludzi (głównie ze Stanów, Niemiec, Holandii) po kilku latach wyczerpującej pracy w korporacjach postanowiło wziąć oszczędności, czas wolny, i przez kilka miesięcy pozwiedzać świat. Nie wiedziałam nawet, że to takie popularne. Dotychczas wyjeżdżałam zawsze z kimś, i generalnie w jedno miejsce, na krótszy lub dłuższy urlop.
Podryw na naukę tańca i gotowanie specjalnie dla mnie
Nigdy w życiu nie zaczepiało mnie tylu facetów na ulicy jak w Peru przez ten miesiąc. Starsi, młodsi, prawie wszyscy niżsi (mam 164 cm, ale taka uroda localsów). I większość już po wymianie kilku słów usiłowało zaprosić mnie do siebie do mieszkania. Generalnie były dwa preteksty:
Oferty te, tak liczne, musiały oznaczać, że musiały się nierzadko spotkać z pozytywnym odzewem. Bo kto, zgodnie z powiedzeniem przypisywanym Einsteinowi, kontynuuje te same działania licząc, że kiedyś przyniosą inne rezultaty?
Przez cały wyjazd mnie korciło sprawdzić usługi tych wyśmienitych kucharzy i profesorów tańca. Trochę też się bałam. Ale ciekawość zwyciężyła. Wybrałam kucharza, który zapraszał mnie na wyśmienite danie do siebie w porze obiadowej. Stwierdziłam, że w dzień bezpiecznej.
No i poszłam. Okazało się że domostwo wspaniałego kucharza składało się z wynajmowanego jednego pokoju w jakimś zgrupowaniu wielu pokojów połączonych przestrzenią pod gołym niebem (trudno opisać tę peruwiańską i często południowoamerykańską architekturę). Bardzo chciał się wpierw położyć (razem oczywiście) i odpocząć od upałów. Ale ja (grając blondynkę do bólu) jakoś strasznie nalegałam na to, że jestem bardzo głodna i muszę coś koniecznie zjeść. No i ostatecznie… wyjął z jakiejś wspólnej lodówki jakieś zamrożone pierogi i odgrzał na jakimś wspólnym palniku. Były przepyszne, podziękowałam za wspaniałe danie ugotowane z jakąż to pieczołowitością specjalnie dla mnie i wyszłam, proponując spacer jak by chciał jeszcze pogadać. Nie skorzystał, ale też jako prawdziwy gentleman pozwolił mi kulturalnie od siebie wyjść. Zrozumiał, że nie miałam ochoty na odpoczynek. 😊
Nie tylko Machu Picchu czyli Peru turystycznie
Peru naprawdę warto odwiedzić. Jest wiele ładnych miejsc (i nie tylko Machu Picchu, wymawiane przez tubylców jako ‘macziu picziu’). Byłam, m.in. w Limie, Arequipie, Ica, Nazca, Puno czy Paracas. Każda miejscowość inna i każda warta zobaczenia.
Może coś się zmieniło od 2015 r. ale pamiętam, że wówczas nie za bardzo można było liczyć na angielski. Moja znajomość j. hiszpańskiego była na poziomie komunikatywnym, lecz jeszcze nie zaawansowanym, więc postanowiłam na najważniejszej atrakcji turystycznej – czyli zwiedzaniu Machu Picchu – wykupić bilet z przewodnikiem mówiącym po angielsku. Po napisaniu doktoratu w j. angielskim… 6 mcu w Anglii, prawie 2 latach w Stanach… Nie zrozumiałam prawie nic. Jaka była ulga, gdy okazało się, że grupa Anglików, zwiedzających w tej samej grupie również nic nie rozumiała z mowy przewodnika. Od tamtej pory wybierałam tylko przewodników hiszpańskojęzycznych. Przynajmniej coś rozumiałam. A lepiej coś niż nic.
Bilety i wycieczki turystyczne. Co kupujesz a co dostajesz
Znowu, może od 2015 r. dużo się zmieniło, ale podczas moich podroży korelacja między usługami za które płaciłam, a tymi, które otrzymywałam była dość ograniczona. Wówczas nie kupowałam nic przez internet, szlam do miejsc na ulicach, które nosiły nazwy agencji turystycznych bardzo na wyrost. Płaciłam gotówką i dostawałam jakieś kartki, które miały służyć za jakieś bilety na środki komunikacyjne, bilety wstępu, czy jakieś vouchery, które ktoś gdzieś miał mi na coś wymienić. Nie miałam wyjścia. Musiałam płacić a potem żyć nadzieją i starać się cieszyć, jeśli rzeczywiście ktoś mnie gdzieś wpuścił, wymienił voucher na bilet czy skądś odebrał. Nie raz niestety otrzymane kartki okazywały się nic nie znaczącym świstkiem, a myśląc, że posiadałam bilet na pociąg na jakimś tam odcinku wycieczki, musiałam pokonywać kilka kilometrów pieszo z plecakiem. No cóż. Taki peruwiański life. Ale byłam dużo młodsza i miałam więcej siły.