
Byłam tam w 2016 roku. Może już się coś od tamtego czasu zmieniło, zwłaszcza, że dzień przed moim wyjazdem z Kuby… zmarł Fidel Castro.
O Kubie można by pisać i pisać. Przedstawię najważniejsze elementy, które zwróciły moją uwagę.
Piękne kolonialne domy. Niestety w większości strasznie zaniedbane, a wręcz rozpadające się. Im bliżej tym bardziej to widać.
Poza specyficzną kolonialną architekturą, kolejnym nieodłącznym elementem Kuby i większości zdjęć i pocztówek stamtąd są stare, niegdyś luksusowe, a wciąż jeżdżące amerykańskie samochody sprzed 1960 r.. Zresztą – by daleko nie szukać – moje profilowe zdjęcie na blogu również pochodzi z mojego pobytu na Kubie i również z pięknym starym samochodem. Kilkanaście (może troszkę więcej) w stolicy jest pięknie odnowionych (na przejażdżki po mieście dla bogatszych turystów).
Reszta tzw. coches antiguos (w odróżnieniu od coches modernos, czyli mających mniej niż jakieś 50 lat ?) to techniczne złomy, które w Europie czy Stanach nie przeszłyby żadnych badań technicznych (utrzymywane w ruchu domowymi sposobami).
Ale kogo to tam obchodzi? Wszystkie na zdjęciach z zewnątrz wychodzą okazale.
Gorzej z podróżą takimi samochodami: śmierdzi spalinami, działających amortyzatorów nie ma od lat, też mało bezpieczne, bo ledwo jeżdżą, nie mieszczą się bagaże. Ale jest przygoda. Kilka tras takim z przyjaciółką pokonałyśmy, osłaniając się od spalin chustkami.
Całe szczęście na dużą część podróży po Kubie udało się mi wynająć coche moderno wraz kierowcą.
Na Kubie można też spotkać jeżdżące polskie maluchy.
Generalnie podróżowanie po kraju jest specyficzne. Z uwagi na to, że po Kubie jeździ jeden autokar dziennie z każdej miejscowości, na który bilety są wyprzedane na kilka miesięcy przed podróżą, i tak samo przedstawia się sytuacja z wynajmem samochodów większość turystów podróżuje po Kubie taksówkami, które można spotkać na terminalach autobusowych (czasami podróżuje się w tzw. Collectivos – kiedy np. kilka osób jadących w tym samym kierunku wypożycza tę samą taksówkę).
Można by spytać, skoro jest taki deficyt samochodów, dlaczego nie kupuje się ich tam więcej? Kuba jest wyspą, zresztą w nie najlepszych stosunkach z innymi państwami, w związku z tym trudno jej kupić samochody. Zresztą państwu chyba specjalnie nie zależy, a filmy prywatne mają z tym problem.
Wygląda też na to, że sami Kubańczycy raczej nie podróżują po kraju, zwłaszcza turystycznie. Przed wyjazdem do Kuby znalazłam w Internecie lektora z Kuby, by poza oswojeniem się z kubańskim akcentem j. hiszpańskiego dowiedzieć się czegoś o całym kraju i różnych jego regionach. Okazało się jednak, że mój lektor przez ponad 20 lat życia na Kubie nie opuścił Hawany.
Niestety dość smutnym, choć też stałym elementem krajobrazu kubańskiego są psy. Psy na Kubie nie pełnią jednak takiej roli jak w naszej kulturze. Po Kubie wałęsa się, a często po prostu leży, mnóstwo bezdomnych, wychudzonych, chorych, smutnych i głodnych psiaków. Aż żal serce ściska. Nikt się nimi nie zajmuje. Próbowałyśmy je z przyjaciółką karmić… Ale to przecież kropla, a wręcz nieznaczna kropelka w morzu potrzeb.
Wiele sklepików na ulicy jak w Polsce w czasach komuny. Czyli pustki na półkach. Czasem pojedyncze artykuły, jak szare mydło.
W niektórych większych miastach są też lepiej zaopatrzone domy handlowe. Ale mało kogo na nie stać.
Salon to chyba trochę słowo na wyrost, zważywszy jak wyglądało tam większość miejsc, gdzie można był się ostrzyc.
Czyli bieda, bieda, bieda…
A jednocześnie mimo biedy, wszechobecna propaganda sukcesu, miłości do przyjaciół (takich jak dyktator Wenezueli), rewolucji i… wtedy jeszcze… uwielbienia dla Fidela. Czy przypomnienia, że Wielki Wódz patrzy. Obrazy, zdjęcia, malowidła na ścianach, hasła. Na zewnątrz i wewnątrz. Wszędzie gdzie się da.