
*Zdjęcie losowego hotelu w Egipcie wzięte z Internetu
Takie wyjazdy aż proszą się o rozczarowania. Celem wielu biur podróży zdaje się doprowadzenie do tego by klient wybrał jego biuro i zapłacił. A czy będzie zadowolony z wyjazdu to iż insza inszość.
Broszury biurowe zazwyczaj pokazują najpiękniejsze pokoje hotelowe i w sposób, że wszystko wydaje się większe, przytulniejsze, ładniejsze… Pracownicy biura opowiadają najwspanialsze historie i rzeczy wyjeździe byleby tylko zachęcić.
Tak właśnie było i tym razem.
W biurze mówiono nam, że w miejscowości, gdzie jest hotel jest mikroklimat i przez cały rok jest co najmniej 20 kilka stopni, woda w basenie jest podgrzewana, więc można się w nim kąpać cały rok gdy morze za zimne…
W broszurach piękne przytulne pokoje i ładny fragment hotelowej restauracji, osoby kąpiące się w basenie, czy popijające różne smakowicie wyglądające drinki na jego brzegu (w końcu all inclusive).
***
Wyjazd był 1 stycznia. Do Hurghady. Tak by odpocząć w kraju o przecież wydawałoby się zupełnie innej kulturze od polskich świąt, świątecznego wrzasku, ponad miesiąca nieustannego wałkowania piosenek świątecznych w każdym sklepie i zimna (wtedy była jeszcze ostra zima).
Nic bardziej mylnego.
Przez cały tydzień w egipskim hotelu pełnym Bożonarodzeniowych dekoracji (choinek, mikołajów itp.) leciała w kółko jedna płyta z amerykańskimi Christmass songs. Jingle bells nas witały i żegnały po każdym posiłku czy pobycie w recepcji recepcji.
Kultury lokalnej zero. Wokół same hotele, ewentualnie jakieś sklepiki, których właściciele namolnie próbowali nam coś sprzedać, na ogół zagadując po rosyjsku (przyjeżdża tam dużo Rosjan), co już zupełnie doprowadzało mnie do szału.
Temperatura powietrza 15-16 stopni, zamiast obiecanych powyżej 20, i wietrznie. W basenie również. Jak pytałam rezydentki, że w ofercie była mowa o podgrzewanej wodzie w basenach. Dowiedziałam się, że woda jest podgrzewana, ale do temperatury powietrza. A tym w broszurze nie było już mowy. Czyli kolejny przykład: pół prawdy całe kłamstwo. A ja nie przyjechałam tam na morsowanie.
W ramach obiecanego nieograniczonego dostępu do alkoholi było piwo, chyba rozrzedzone wodą do tego stopnia, że nawet osoby siedzące cały dzień pijące kufel za kuflem nie były w stanie poczuć alkoholu, oraz kolorowe drinki – potwornie słodkie (sama chemia i cukier) i chyba nigdy nie stojące koło niczego co miałoby jakiś alkohol (sprytnie, tanio i jeszcze nie ma problemów z pijanymi gośćmi). Drinki były robione oczywiście na miejscu dla poszczególnych klientów ale z butelek, w których poza nalepką nic nie przypominało oryginalnych trunków.
Pokój okazał się małym pokoikiem nie mającym najmniejszego podobieństwa z pokoju, którego zdjęcie widniało w broszurze. Z widokiem na jakiś śmietnik (nie morze), betonowa posadzka bez żadnego nawet chodniczka. Ot pokój by się przespać i najszybciej go opuścić (tylko gdzie pójść?). Rezydentka na to, że przecież nie są w stanie w broszurze umieścić zdjęć wszystkich pokojów.
Restauracja okazała się być ohydną ogromną stołówką na kilkaset osób, gdzie wielu gości hotelowych chyba będąc po raz pierwszy na all inclusive nakładali sobie tony jedzenia ze szwedzkich stołów, by potem jeżdżący z wózkami kelnerzy na widoku wszystkich zrzucali to co pozostało na talerzach (nie resztki) do dużego plastikowego wora. Bardzo apetyczne. Przyjęliśmy strategię by siadać blisko okna i patrzeć w okno, jak najmniej wokół. Bo przecież człowiek je też oczami. Zresztą smakowanie kubkami smakowymi też nie powalało, mówiąc najdelikatniej.
Większość turystów przyjeżdża do hotelu i nigdy go nie opuszcza. Czy to Egipt, czy jakikolwiek inny kraj nie ma tu większego znaczenia. Liczy się basen, lobby, jedzenie, picie, towarzystwo.
Ale są tacy, których nuda takiego życia na hotelowym patio czy jednak chęć zaliczenia jakiś lokalnych atrakcji turystycznych (a przede wszystkim zrobienia zdjęć, by móc potem komuś pokazać) pcha wielu do zapisania się na różne jednodniowe wycieczki. Też pojechałam na dwie takie. No bo jak być w Egipcie i nie zobaczyć piramid w Gizie?
Już pomijam to, że same piramidy były rozczarowujące. Ot kilka piramid, praktycznie obok miasta (a miałam wyobrażenia że gdzieś na pustyni), tylko od jednej strony można robić zdjęcia, by w tle nie było widać budynków). No i obowiązkowe zdjęcie z Wielkim Sfinksem – monolitycznym posągiem znajdującym się na terenie kompleksu piramid w Gizie. Problem w tym, że każdy chciał mieć tam zdjęcie (albo zrobić swoim dzieciom) najlepiej bez innych turystów, o co trudno, bo na miejscu kilka wycieczek autokarowych, a czas na zdjęcie krótki. No i awantury kto komu wszedł w kadr, by ktoś się gdzieś nie pchał, czasem ludzie się wręcz pchają itp. Pamiętam jednego tatusia co kompletnie nie licząc się z oczekującą dużą grupą osób postanowił zrobić zdjęcie swojej rodzince we wszystkich konfiguracjach i możliwych ujęciach. Najsłabsi nie mieli szans w ogóle. Koszmar.
A czasu na zwiedzanie piramid i zdjęcie ze sfinksem bo w drodze powrotnej do hotelu trzeba było obowiązkowo nawiedzić całym autokarem jakąś perfumerię. Wpierw wszyscy się rozsiadają, gospodarze częstują wszystkich herbatą i opowiadają o swoich cudownych będących wspaniałą okazją produktach. Potem wszyscy wszystko wąchają. Cena oczywiście pada na końcu, nie za niska (czasem obniżona specjalnie dla właśnie tej grupy). Ale Zawsze jacyś ludzie kupują, bo się dają naciągnąć, by mieć z głowy prezenty z wyjazdu, bo wypada (w ramach reguły wzajemności, w końcu poczęstowali nas herbatą i są tacy mili), by móc wyjść, bo pobyt w perfumerii będzie trwał dotąd aż gospodarze coś zarobią (w końcu zapewne płacą organizatorom takich wycieczek za przywiezienie turystów).
Czasem są jeszcze inne postoje, np. w sklepach z szalami czy biżuterią (w krajach arabskich dominują sklepy z dywanami, które po opłaceniu kartą kredytową mogą być przesłane pocztą). Schemat wizyty podobny.
To takie najważniejsze elementy owego wyjazdu.
Jadąc do Egiptu miałam już za sobą wiele wyjazdów bez pośrednictwa biur podróży, sama, z przyjaciółmi… w dalekie i egzotyczne miejsca… Może też dlatego ten wyjazd tak nisko wypadł w porównaniu. Ale niewątpliwie są tacy, dla których siedzenie nad basenem cały dzień i popijanie rozwodnionego piwa wystarczy. Mi było ciężko to znieść. Ale ludzie są różni.