Argentyńczycy kochają kwiaty. A przede wszystkim kaktusy i sukulenty. Argentyńczycy mają je w domach, przed domami, w ogródkach. Niektórzy w pięknych donicach, a niektórzy w czymkolwiek: starych puszkach, butelkach plastikowych, plastikowych pojemnikach po farbach… Widziałam też w starych butach. (Jak znajdę jakieś zdjęcia to załączę)
Rosną wszędzie. W naturze, na ulicach, pod blokami, sklepami. I nikt ich nie kradnie.

I rosną pięknie.
Sprzyja im argentyński klimat, a zwłaszcza duże ilości słońca przez znaczną część roku. Niezależnie od gleby, pojemnika, podłoża, sposobu podlewania… (niektórzy nigdy nie podlewają i zostawiają deszczowi, który akurat tyle pada ile tym magazynującym wodę roślinom potrzeba).
U mnie też pięknie rosły na balkonie, kiedy tam mieszkałam. W bylejakim podłożu, bez specjalnej troski. Rozdawałam znajomym szczepki, tak obficie i nieustannie mi się rozmnażały.
Chciałam choć trochę tego piękna przywieźć na mój polski balkon. Przywiozłam małe szczepki ulubionych roślin. Niestety, mimo zakupu specjalnych gleb do różnych rodzajów posiadanych roślin, regularnego podlewania zgodnie z przeczytanymi w internecie wymaganiami, specjalnie zakupionych lamp doświetlających do kwiatów, połowa nie przetrwała pierwszej zimy ☹.
Bardzo to przeżyłam. Robiłam co mogłam. Ale nie przeniosę argentyńskiego klimatu do Polski. Ale miłość do kaktusów i sukulentów pozostała. Muszę więc kiedyś tam wrócić i pooglądać znowu w naturze, w ich własnym klimacie, gdzie są najpiękniejsze.